poniedziałek, 25 lutego 2013

Excelsior!



Poradnik pozytywnego myślenia
   Och, no co ja mogę o tym filmie powiedzieć? Skoro przy recenzji „Bejbi Blues” wyszłam na zadufaną siksę, to teraz z kolei nie chcę przesłodzić, ale…chyba się zakochałam. Bo „Poradnik…” to naprawdę, naprawdę świetny film.
 „Pat Solitano (Cooper) nie jest zwykłym facetem i ma papiery, którymi może to udowodnić. Po ośmiu miesiącach terapii wraca do rodzinnego domu, by zacząć od nowa w ramach filozofii "pozytywnego myślenia". Jego konsekwentna strategia zmienia się, gdy poznaje intrygującą dziewczynę z sąsiedztwa, Tiffany (Lawrence). Wzajemna niechęć pary ekscentryków przeradza się w niespodziewaną więź, a wszystkie dotychczasowe plany mogą stać się jedynie nieważnymi wspomnieniami.”
   Och tak, Pat nie jest zwykłym facetem, można bez wahania użyć słowa  „nienormalnym, (choć powiedzcie mi proszę, kto tu jest normalny? :D ) ale moim marzeniem byłoby spotykanie ludzi nienormalnych w tak wspaniały sposób.
   Tiffany ekscentryczką? O tak. I to bardzo kochanie porąbaną. Czy to dziwne, że wszyscy porąbani ludzie wywołują u mnie uśmiech na twarzy. Cóż, ciągnie swój do swego :P
   W opisie filmu czytamy: komedio-dramat. Zawsze gdy widzę taki przypis, przypomina mi się film „Melinda & Melinda” Woody’ego Allena (którego jeszcze nigdy nie dokończyłam), który przedstawia historię grupy nowojorczyków w wersji komediowej i tragicznej. Może tylko ja jestem tak skrzywiona, ale mnie sceny wersji tragicznej śmieszą bardziej niż komediowej. Bo kiedy  w komedii  jest TLKO śmiech, ( Boże broń, nie jest tak u Allena) nawet jego salwy, to nie ma tak naprawdę aż takiej uciechy, niż kiedy śmieszy nas coś nieoczywistego (tak ja i moje złote myśli :P ) a w „Poradniku…”, cóż to dużo mówić: w końcu to opowieść o człowieku, który zmaga się z bardzo dużym problemem, a jednak ja dawno się tak szczerze nie uśmiałam. Co to sprawiło?
   Po pierwsze: scena z Hemingwayem: 
„-I jadą w góry, żeby być szczęśliwym, śmiać się, pić wino, tańczyć, lubią tańczyć, jest o tym mnóstwo nudnych opisów , ale niech im tam, bo są szczęśliwi…
-Pat jest czwarta w nocy. Przeproś nas.
-Nie ,nie przeproszę. Mogę przeprosić jedynie w imieniu Ernesta Hemingwaya.
-Niech Hemingway też zadzwoni z przeprosinami” .
 Jezuniu, kocham Pana ,Panie Pat Senior.
   Skoro już jesteśmy przy starszym Panu Solitano, to musze powiedzieć, że Robert De Niro, był w tym filmie po prostu przecudowny. Jego nerwica natręctw (numer z chusteczkami i pilotami), przesądy związane z Orłami, a nawet powitania Pata w stylu „Yyyy, co tu robi ten pan?”…och, żal, że Oscara brak.
   Jest jeszcze jedna scena z De Niro, po której schowałam się w rękawie swetra mojej starszej siostry i rżałam przez jakiś czas, a mianowicie”
„Rąbnę cię tą kamerą w łeb, a potem zrobię z tobą wywiad jak to jest być walniętym kamerą w łeb”. Wyraża więcej niż tysiąc słów.
   Następnie scena, która jak pisałam wcześniej mnie do oglądnięcia zachęciła, czyli kolacja:
-Brałeś to?
-Ooo tak, daję niezłego kopa.
I bezcenne miny, wszystkich „normalnych” ludzi przy stole, czyli gościa, który słucha Heavy metalu w garażu i laski, która mam port na Iphona w każdym pokoju. I moja jakże filozoficzna refleksja „Bo przecież wariatom wybaczyć można wszystko, ale czy oni są najbardziej nienormalni z tego całego towarzystwa?”
   Chyba nie trzeba wspominać o Bradley’u, który z tym swoim niewinnym wyrazem twarzy mówi: „Hej ładnie wyglądasz. Jak zginął twój mąż”, albo „Nie musimy o tym gadać…z iloma dokładnie”. Chyba nie trzeba, ale nawet jak o tym pisze to banan mi się wciska na twarz, więc nie odmówię sobie tej przyjemności :D
   Kolejna rzecz: sceny z Chrisem Tucker’em. Ten facet jest boski. Próba u Tiffany, kiedy Dan porywa ją do tańca a Pat patrzy na to z zazdrością przedszkolaka w oczach plasuje się wysoko w czołówce moich ulubionych scen.
   „I kto głupi zabiera TEGO syna na mecz z drużyną, której mottem jest Excelsior?!”  To cytat z momentu zatytułowanego przeze mnie „Gdyby orły”, czyli Tiffany tłumacząca Panu Slitano, że ma na Pata (i na mecze drużyny Filadelfii przy okazji) dobry wpływ. „Czytaj znaki”. No tak, bo motto „Exelsior” to hasło stanu Nowy York (tak przy okazji przedstawiam wam moje przyszłe miasto <3), z którego jest drużyna Cowboy, oznaczający tyle co „zawsze w górę”. Bardzo pozytywne, nieprawdaż? Tyle, że nie dla zagorzałych fanów footballu i Filadelfii… A później okazuję się, że to jeden wielki masterplan :O
   I powoli zbliżamy się do końca.
Turniej taneczny. Tiffany zalewająca się w wódcę (czy tylko ja uwielbiam jak amerykanie wymawiają „vodka” :P), wylewająca wszystkie żale i jakże romantyczna reakcja Pata: „Super. Dobrze dla ciebie. A teraz chodź”.
   Samego układu nie będę komentować, ach no bo co tu komentować. Nie wspomnę też o reakcji na to nieco przewidywalne „5.0”,  ale jest TA końcówka o której trzeba cos powiedzieć:
   Moment wyjęty prawie że żywcem z kiczowatych komedii romantycznych, ale gdyby wszystkie komedie romantyczne była takie to…no byłoby fajnie :D
   Bo Pat czytający list z pamięci to mistrzostwo, i to zniecierpliwione „ I. Love. You”. Nie to nie jest kiczowata komedia, zdecydowanie nie.
   I wspaniała, urocza i wywołująca uśmiech końcówka:
„Ale kupujemy restaurację za jego kasę wic jest ok”.
   Co mogę powiedzieć. Oglądajcie ludzie „Poradnik pozytywnego myślenia”. Bo warto. Dla Coopera w kosmitce, dla tańczącej Lawrence, dla De Niro z nerwicą natręctw… i dla pozytywnego myślenia właśnie. Excelsior!

I na sam koniec brawa i pokłony dla pani Jeniffer Lawrence, która zdobyła Oscara za pierwszą planową rolę kobiecą. Nikt nie przewraca się tak urokliwie jak ty :P




środa, 6 lutego 2013

Filmy na ferie



Ferie zbliżają się wielkimi krokami (nie powiem żebym się nie cieszyła :P), więc trzeba sporządzić listę filmów na ten jakże przyjemny okres. Coś w końcu trzeba robić poza jeżdżeniem na Snowboardzie <jupiii> , samotnie zresztą bo moja koleżanka Oda nie chce mnie odwiedzić  (pozdrawiam koteczku), i olewaniu nauki (co jest bardzo absorbującym zajęciem).
  No to bez większych wstępów zapraszam do komentowania mojej dziwnej listy, a jeśli ktoś chciałby coś do niej dodać będę bardzo wdzięczna :D
 Filmy na ferie:

Anna Karenina- to film obowiązkowy. Jude Law ( pewnie oglądając będę musiała się naaaprawdę mocno skupić na fabule :P ) i  Keira Knightley (którą darzę ogromną sympatią nie tylko ze względu na „Piratów z Karaibów” ale także min. po roli w „Księżnej”) są jednym powodem a drugim jest moja fascynacja wszystkimi księżami, królowymi, księżniczkami itd. Między innymi Maria Antoniną, Anastazją i właśnie Anną Kareniną. Myślę, że na feriach przeczytam również książkę.

Poradnik pozytywnego myślenia- na ten tytuł wpadłam przeglądając tegoroczne nominacje do Oscarów, później zaczął być on mocne reklamowany w telewizji. Och, co to dużo mówić: urzekły mnie trailery, w scenie kiedy Pat i Tiffany licytują się o ilość branych leków uśmiech nie schodził mi z twarzy, tytuł zachęcił, bo kocham pozytywne myślenie, a poza tym ,People, Bredley Cooper i Jeniffer Lawrence! Nie mogę się doczekać :D

Ted- a tak żeby się pośmiać

Życie Pi- To seans z tatusiem, o ile mnie zabierze L Ostatnio coraz zacieklej kłócimy się o kino, a po tym jak obraził Hugh Lauriego  mówiąc że to TYLKO Dr. House (którego kocham), a ja latałam za nim wciskając mu „Rozważną i romantyczną” oraz jego bluesową płytę „Let them talk”, zawarło się pomiędzy nami cos na kształt wyzwania kto będzie bardziej światły w dziedzinie filmu. Ale „Życie Pi” podobno film świetny, więc go obejrzę ,z tatą czy bez taty.

Frankenweenie- Nie wiem czy pisałam, ale uwielbiam wszystkie filmy Tima Burtona, więc tego nie przepuszczę.

Jestem Bogiem- fascynacji Bredley’em Cooper’em ciąg dalszy… :P

Glee Concert 3D-  Glee to moja miłość, i to wstyd że koncert oglądały moje koleżanki, które są dopiero w 3 sezonie, a ja która jest zawsze na bieżąco, nie. So… trzeba to nadrobić, może w czyimś towarzystwie :)

Czarny łabędź- Tu nie ma komentarza. Po prostu wstyd, że nie oglądałam do tej pory.

Jej wysokość Afrodyta- Och, Woody Allen <3, kocham jego humor i wszystkie jego filmy. A do tego w „Afrodycie” występuję Helena Bonham Carter, moja ukochana aktorka, zresztą żona Tima Burtona. (No niech ktoś powie, czy może być bardziej kochana para?)

Dziewczyna z tatuażem- Jak pisałam: I love Daniel Craig. Poza tym przymierzam się do przeczytania „Milenium”. To że film obejrzę pierwszy to dość nietypowy przypadek, bo zwykle się przed tym wzbraniam jeśli wiem, że to adaptacja.

Rozmowy z innymi kobietami- Tu ,przyznam, kieruję się aktorami, a raczej aktorkami. O Helenie Bohnam Carter już pisałam, ale tu jest jeszcze bonusik: Olivia Wilde- mój ideał piękna. A Aaron Eckhart również jest niczego sobie :D Życie od kuchni…no, kto oglądał ten wie co mam na myśli.

Przyjaciel do końca świata- Wprawdzie koniec świata już za nami, ale film może być naprawdę fajny.
Wyścig z czasem- tak trochę mniej ambitnie, ale ciekawość mnie zżera :D

Niemożliwe- Nie przepadam za filmami katastroficznymi, ale oglądała go moja koleżanka Oda ( tak, ta siksa od Snowboardu :*)i śle do mego mózgu opinie, że film ten muszę obejrzeć. Dobrze w takim razie... 

To chyba by było na tyle, chociaż założę się, że będzie ich więcej :D Jeśli ktoś chciałby coś polecić to byłoby mi bardzo miło. O i mam jeszcze jedno pytanko, jeśli ktoś czyta to czy chciałby zobaczyć recenzje „Perks of being a wallflower”?